... pomyslalam ze Sophie bez problemu sie przekona do przedszkola. Poczatki byly bardzo zachecajace, smiech, chec zabawy z dziecmi, niedawanie buziakow mamie na pozegnanie tylko bieg w strone zabawek. Teraz jest ciut inaczej po 2 tygodniach. Teraz na sama mysl przedszkola jest placz, nawet jak w domu jej wspominam ze jutro bedzie sie bawic z dziecmi, ze panie beda spiewac a Sophie moze tanczyc, ze pojdzie na Buju Buju na ogrodku, itp. Nie mowiac juz o lzach ktore sie leja jak tata otwiera drzwi do przedszkola! Krzyki, placz, bunt, blaganie o mame;-// Musze powiedziec ze myslalam ze ja bede to gorzej przechodzic. Ze bede chciala ja wypisac, zabrac daleko daleko od wszelkich przedszkoli i szkol do jej 18tki (conajmniej ;)) ). A jednak tlumacze to sobie jakos, probuje sama siebie przekonac ze to dla jej dobra, ze jest kamera w przedszkolu i moge ja podgladac, ze przeciez to tylko dwa dni w tygodniu, tylko do 13, wiec tylko kilka godzin. No ale jest ciezko tak sluchac placzu, i patrzec na ta smutna twarzyczke;( Ale wole teraz to przejsc niz potem jak pojdzie do szkoly. I tak Sophie bedzie miala inne "atrakcje" w szkole: inny jezyk niz mamy i taty, rozne narodowosci, juz typowa nauka, itp. Ale ten czas pedzi......
A tutaj uwieczniony moment jak to dobrze jest z mamusia w domu:
I przygotowania do zimy, wielka czapa powrocila na bardzo zimne poranki i wietrzne spacery