Jestesmy, wrocilismy. Wrazenia i zdjecia beda pozniej, ale beda,wybor z ponad 500 zdjec. Pogoda byla calkowicie inna niz ta, ktora nas powitala w UK, slonce i prawie wiosennie, wiec na zwiedzanie akurat. Duzo chodzilismy, wedlug nas Bruksela jest w miare malym miastem jesli chodzi o dystanse. Z rana bralismy metro w dane miejsce, a pozniej planowalismy dalsze czesci dnia i wszedzie dochodzilismy korzystajac ze slonca. Musze szczerze powiedziec, ze Bruksela nie ujela mnie specjalnie za serce, nie czulam sie tam tak jak np w Paryzu. W Brukseli ludzie chodza w grupach, sprawiaja wrazenie ogromnie madrych ludzi, wciaz gdzies biegna trzymajac w reku teczki, projekty, walizki, na kazdym rogu slyszy sie mieszanke jezykow, rozmowy o Europie, o Olimpiadzie 2012 w Londynie, itp. W Paryzu dla kontrastu, wszyscy tak jakos powoli zaczynali dzien, wszedzie czuc bylo kawe, rogale, zapach jakis taki piekny byl, ja calkowicie zaczarowana paryskim urokiem. Moze powodem tego mojego niezbyt wielkiego wrazenia z Brukseli jest fakt ze uwielbiam wszystko co francuskie, Paryz od zawsze byl na mojej zlotej liscie miejsc, ktore chce zobaczyc, poczuc, zwiedzic.
Ale Bruksela natomiast jest wymarzonym miejscem dla zwiedzajacych z dziecmi w wozkach. W metrze windy to standard, wszedzie sa podjazdy, niskie krawezniki. Nie moge sie wypowiedziec na temat przewijakow, bo nie zmieniamy juz Sophie pieluch tak czesto. Ale miasto jest czyste, duzo szklanych budynkow, jedyny maly minus to oznaczenia w metrze, na drogach, ulicach. Dluuugo nam zajelo znalezienie lini metra ktorych potrzebowalismy, jak juz myslelismy ze jestesmy w dobrym miejscu, na dobrym peronie, odeslano nas w inne miejsce, gdzie i tak nie moglismy sie doszukac oznaczen. No ale jako ze mieszkamy w miejscu zdominowanym przez tzw public transport, to szybko sie zorientowalismy co i jak.
Jesli chodzi o Sophie to jak najbardziej jest mala turystka, ale nie dalo sie ukryc faktu, ze ta turystka ma 2,5roku, ma swoje zdanie i bardzo czesto wyraza je krzykiem, placzem i dosadnie mowi co chwile: NO! Codziennie mowi coraz wiecej, miesza jezyki w jednym zdaniu i powtarza wszystko co uslyszy. Czesto slyszelismy z jej ust: Merci i nne francuskie slowa. Sophie zdecydowanie jest teraz w okresie buntu dwulatka, wszystko jest na Nie, sprawdza nas i probuje na kazdym kroku, ale ja nadal staram sie byc silna i nie poddawac jej fanaberiom, ale jednoczesnie ja obserwuje i staram sie reagowac pozytywnie jesli chodzi o jej rozwoj i potrzeby, nie zwracam uwagi na typowe bez-powodowe bunty. Mam nadzieje, ze ten okres nie potrwa dlugo i juz niedlugo powroci do bycia ta grzeczna Sophie;) Ale jak narazie niech sobie jeszcze troche pomarudzi i bedzie typowym dzieckiem;)
No nic, zmykam do edycji zdjec zeby Was juz niedlugo uraczyc widokami Brukseli i zaprosic na blogowa podroz.
Milego srodka tygodnia, oby nie tak deszczowego jaki jest dzis u nas...
Thursday, 10 February 2011
Saturday, 5 February 2011
Bon Voyage
No to jedziemy jutro. Wedlug prognozy kilka najblizszych dni w Belgi bedzie deszczowych, ale w miare cieplych jak na luty, miedzy 8-10 stopni. Moze byc...Chociaz ten deszcz mnie nie zacheca, bo 1. moje wlosy beda znow zyly swoim zyciem, niewazne co na nich zrobie, co poloze, jak wyprostuje. 2. zwiedzanie w deszczu jest jakby nie patrzac z deko upierdliwe, zwlaszcza z dzieckiem. 3. nie zabieram kaloszy, a moje botki nie wytrzymaja nawet kropli deszczu. Sprawdzalam juz to, i po lazeniu w mokrym wracam praktycznie w takim stanie jakbym szla w samych skarpetach.
Ja piernicze, ile jest pakowania nawet na 4 dniowy wyjazd. Moze to dlatego ze ja mam OCD, i fizycznie nie jestem w stanie wyjechac nie zabierajc najpotrzebniejszych wedlug mnie rzeczy (tysiac odzywek, serum, itp na moje wiecznie nie-takie wlosy); nie moge zamknac za soba drzwi jesli wczesniej nie wysprzatam kuchni, toalety; przygotowalam chyba z 5kg jedzenia dla Sophie, na jutro na sniadanie w pociagu, potem zrobilam dla niej caly lunch, cala misa owocow i warzyw, chrupki ryzowe, ciasteczka, marchewka, ogorki, woda, rodzynki, morele, sery (ona moze je jesc kilogramami) i tony innych przegryzek. Tak to jest jak sie polacza dwie takie:jedna co lubi jesc, a druga, dla ktorej priorytetem jest zdrowe i ciagle jedzenie corki. No i tak latalam dzis po domu, gora, dol, kuchnia, pokoje, zrobic obiad na dzis, wszystko zapakowac, paszporty, walka z drukarka, ktorej sie odechcialo wspolgrac przy drukowaniu biletow na pociag. Ale oczywiscie co bylo najwiekszym problemem w tym calym pakowaniu???? Co ja mam na siebie zalozyc?? Co wziac, co z czym kolorystycznie wspolgra, czy nie bedzie mi za zimno, a moze za cieplo, w koncu bedziemy jesc w restauracjach, chodzic po muzeach, katedrach (choc jakos nie znalazlam zbyt duzo miejsc do zwiedzania w Brukseli), jezdzic metrem w ta i tamta. I tak siedzialam w tej szafie i komodzie i dumalam. Tego nie lubie, to mi sie juz nie podoba, to bym nawet zalozyla ale zapomnialam wyprac no to klops. Wy tez tak macie, czy to tylko ja taka jakas przekrecona jestem?? Faceci maja taaaaaak latwo. Ok, jeansy, 3 podkoszulki (jedyny wybor to jaki kolor, bo wiadomo kazdy t-shirt jedno i to samo), skarpety i boxerki, hop siup, facet spakowany. Chyba zaczne chodzic w boxerkach i t-shirtach. I oczywiscie nie wspomne juz o tym jak to wczorajszy zakup pary spodni i getrow wcale ale to wcale nie ulatwia mi podjecia decyzji w co sie ubrac;)
No dobra, koncze, musze pomalowac paznokcie a potem sie jakos zapauzowac zeby nie miec zarysowan.
Dam znac fotorelacja po powrocie (czy ja wspomnialam ze ciagne ze soba mojego nikona z w miare duzym obiektywem? Nie wiem gdzie go wcisne bo juz kazdy milimetr torby zawalilam duperelami).
Milego weekendu i poczatku tygodnia w slonecznej aurze;)
Ja piernicze, ile jest pakowania nawet na 4 dniowy wyjazd. Moze to dlatego ze ja mam OCD, i fizycznie nie jestem w stanie wyjechac nie zabierajc najpotrzebniejszych wedlug mnie rzeczy (tysiac odzywek, serum, itp na moje wiecznie nie-takie wlosy); nie moge zamknac za soba drzwi jesli wczesniej nie wysprzatam kuchni, toalety; przygotowalam chyba z 5kg jedzenia dla Sophie, na jutro na sniadanie w pociagu, potem zrobilam dla niej caly lunch, cala misa owocow i warzyw, chrupki ryzowe, ciasteczka, marchewka, ogorki, woda, rodzynki, morele, sery (ona moze je jesc kilogramami) i tony innych przegryzek. Tak to jest jak sie polacza dwie takie:jedna co lubi jesc, a druga, dla ktorej priorytetem jest zdrowe i ciagle jedzenie corki. No i tak latalam dzis po domu, gora, dol, kuchnia, pokoje, zrobic obiad na dzis, wszystko zapakowac, paszporty, walka z drukarka, ktorej sie odechcialo wspolgrac przy drukowaniu biletow na pociag. Ale oczywiscie co bylo najwiekszym problemem w tym calym pakowaniu???? Co ja mam na siebie zalozyc?? Co wziac, co z czym kolorystycznie wspolgra, czy nie bedzie mi za zimno, a moze za cieplo, w koncu bedziemy jesc w restauracjach, chodzic po muzeach, katedrach (choc jakos nie znalazlam zbyt duzo miejsc do zwiedzania w Brukseli), jezdzic metrem w ta i tamta. I tak siedzialam w tej szafie i komodzie i dumalam. Tego nie lubie, to mi sie juz nie podoba, to bym nawet zalozyla ale zapomnialam wyprac no to klops. Wy tez tak macie, czy to tylko ja taka jakas przekrecona jestem?? Faceci maja taaaaaak latwo. Ok, jeansy, 3 podkoszulki (jedyny wybor to jaki kolor, bo wiadomo kazdy t-shirt jedno i to samo), skarpety i boxerki, hop siup, facet spakowany. Chyba zaczne chodzic w boxerkach i t-shirtach. I oczywiscie nie wspomne juz o tym jak to wczorajszy zakup pary spodni i getrow wcale ale to wcale nie ulatwia mi podjecia decyzji w co sie ubrac;)
No dobra, koncze, musze pomalowac paznokcie a potem sie jakos zapauzowac zeby nie miec zarysowan.
Dam znac fotorelacja po powrocie (czy ja wspomnialam ze ciagne ze soba mojego nikona z w miare duzym obiektywem? Nie wiem gdzie go wcisne bo juz kazdy milimetr torby zawalilam duperelami).
Milego weekendu i poczatku tygodnia w slonecznej aurze;)
Thursday, 3 February 2011
Tuesday, 1 February 2011
Poliglotyzm w wydaniu 2,5 latki
Sophie podczas zabawy:
- No,no, to my ball!! Mama nie catch ball.
- Thank you my mummy.
- Beten (hebr.brzuch) boli. Logi (tak nadal siebie nazywa) zrobi siusiu i beten nie boli.
- Bye mama!
- A Gdzie Ty idziesz?
- Do toalety.
- Sophie, jaka bajke chcesz obejrzec?
- Hmmmmmm, I don't know.
- Logi gi upa, now Logi je agody. (Sophie zjadla zupe, teraz zje jagody)
Takie dialogi i monologi mamy codziennie. Miliony ich. Czesto nawet David sie mnie dopytuje co ona powiedziala;))
- No,no, to my ball!! Mama nie catch ball.
- Thank you my mummy.
- Beten (hebr.brzuch) boli. Logi (tak nadal siebie nazywa) zrobi siusiu i beten nie boli.
- Bye mama!
- A Gdzie Ty idziesz?
- Do toalety.
- Sophie, jaka bajke chcesz obejrzec?
- Hmmmmmm, I don't know.
- Logi gi upa, now Logi je agody. (Sophie zjadla zupe, teraz zje jagody)
Takie dialogi i monologi mamy codziennie. Miliony ich. Czesto nawet David sie mnie dopytuje co ona powiedziala;))
Subscribe to:
Posts (Atom)